My mieszkaliśmy w miejscowym hotelu, a Miarkowscy z Wrześniowskim i Jakubowskim wynajmowali willę. Po prawdzie hotel był parterowym barakiem, a willa piętrową glinianą lepianką. Jej największą atrakcją był piętrowy kibel. Miarkowscy mieszkali na górze i przez dziurę w podłodze mieli widok na dziurę w którą załatwiał się mieszkający niżej właściciel. Zawsze się zastanawiałem nad celnością i synchronizacją załatwiania potrzeb.

Od czasu do czasu składaliśmy sobie z Miarkowskimi wizyty. Spacery po miasteczku nie były jednak przyjemne. Miejscowe kobiety widząc inne z odkrytymi twarzami wygrażały i nawet pokazywały gołe tyłki na znak oburzenia bezwstydem cudzoziemek. Głownie bawiłem się z synem dyrektora hotelu – Sammym. Był trochę ode mnie młodszy. Szybko nauczył mnie perskiego, a zwłaszcza przekleństw. Chadzaliśmy pod miejscową czojchanę, gdzie w zimowym słońcu grzali się miejscowi staruszkowie. Ja najgorsze wyrazy powtarzałem po parę razy, a oni cmokając dawali wyraz aprobacie dla mojej wymowy.

Sammy uczył mnie nie tylko akcentu. Razu pewnego zaprowadził mnie za śmietnik i namówił do spuszczenia spodni. Kolega chciał, jak to się teraz mówi, uprawiać seks. Ja nie wiedziałem o co chodzi kiedy nadstawiał tyłek, a Sammy z kolei się denerwował, że zaciskam pośladki. Grunt, że dupy nie dałem. Kiedy wróciłem do domu rodzice zobaczyli, że minę mam dziwną i w krzyżowym ogniu pytań podkablowałem kolegę. Mój ojciec zrobił ojcu Sammego awanturę i przez parę dni nie mogliśmy się bawić. Teraz wiem, że rozpowszechniony w krajach islamskich homoseksualizm nie bierze się z powietrza. Na żony pozwolić mogą sobie tylko bogatsi. Surowość obyczajów obraca się przeciwko ludziom. Biedota rozładowuje popędy jak może. Sammy to podpatrzył i chciał naśladować dorosłych.

Do złego usilnie namawiała mnie też mama. Pani doktor ręce załamywała na wszechobecny bród. Wymyśliła, że trzeba się zabezpieczać przez bakteriami i codziennie musiałem wypić 10, czy 20 ml spirytusu. Codziennym rytuałem było też poranne wytrzepywanie skorpionów z butów. Nie co dzień coś wylatywało, ale często zdarzały się paskudztwa różnych kolorów i wielkości.

Nastała zima. Śnieg zasypał przełęcz nazwaną przez Polaków – Robotak i przez parę miesięcy Aibak był odcięty od centrum kraju. Miejscowi nie mogli się nadziwić co też ci dziwni cudzoziemcy wyprawiają w hotelowym ogródku. Po raz pierwszy zobaczyli bałwana i ubraną na Boże Narodzenie choinkę. Na wiosnę drogę do Kabulu pierwsze przetarły Czechosłowackie Tatry i wkrótce Polacy poprzenosili się do stolicy.

Instagram