Swojego przyszłego męża babcia Marysia poznała u kuzyna, do którego przyjechał w odwiedziny kolega z wojska. Razem służyli w Podhalańczykach. Dziadek Michał nie był pantoflarzem. Chadzał z kolegami tu i ówdzie, a na wyścigi przede wszystkim. Babcia jednak też miała charakterek! Spakowała dziadka ubrania do walizek i wystawiła je z drugiego piętra przez okno na podwórko. Szyjąc rękawiczki, sama wychowała dwójkę synów i wyprowadziła ich „na ludzi”.

Po powstaniu zaliczyła parę obozów koncentracyjnych. Była w Ravensbrück, Bergen-Belsen i Sachsenhausen. Po powrocie nie miała gdzie mieszkać. Domu na ulicy Dworskiej (obecnie Kasprzaka) nie było. Znalazła kilkumetrowy pokój na pobliskiej ulicy Skierniewickiej. Stopniowo odnalazła rodzinę. Najpierw zjawiła się jej matka. Dla Niemców była za stara, nieprzydatna i uniknęła obozów. Zachował się nawet list mojej prababci. Później wrócił mój ojciec. Przez Czerwony Krzyż odnalazł się mój stryjek. W obozie zginął jednak babci brat - Mieczysław. Babcia była natomiast na tyle sprytna, że dokładnie spisała swoje wspomnienia. W czasach PRLu została odznaczona Krzyżem Oświęcimskim.

 

Instagram