Ponieważ w opozycji nie było specjalizacji, trafiłem też do Zosi i Zbyszka Romaszewskich. Oni organizowali ochronę represjonowanych. W Sandomierzu miała się odbyć rozprawa działacza rolniczego – Jana Kozłowskiego. Nie tego od Tolka Lawiny. Pojechałem do Sandomierza wioząc Halinę Mikołajską. Na miejscu pod zrobiło się gorąco. Funkcjonariusze po cywilnemu otoczyli przybyłych opozycjonistów. Jako praworządny obywatel poszedłem do komendy milicji, aby poprosić mundurowych o interwencję. Ci od razu zamknęli mnie w jednym z pustych pomieszczeń biurowych. Korzystając z okazji, chciałem nawet zadzwonić do Jacka Kuronia i poinformować go o szarpaninie przed komendą. Jednak z milicyjnych telefonów nie umiałem się połączyć z warszawskim numerem miejskim. Usiadłem na biurku i machałem sobie nogami.

Chwilę później milicjanci wprowadzili ubranego w galowy habit dominikanina – ojca Ludwika Wiśniewskiego, który także przyjechał na proces. Pogawędziliśmy sobie, zakonnika wypuścili, a mnie na dołek. Potem ze względu na przepełnienie – mnie i kilku innych obserwatorów procesu przewieziono do Janowa Podlaskiego. Tam zakosztowałem luksusu w starym stylu. Pojedynczy drewniany katafalk zamiast łóżek, wiadro z przykrywką jako toaleta. Milicjanci okazali się nawet ludzcy i dwa razy dziennie wypuszczali nas do toalety. Potem kolegium do spraw wykroczeń i grzywna do zapłacenia. Oczywiście złożyłem odwołanie i jeździłem ze swoim świadkiem ojcem Wiśniewskim na rozprawy. Dominikanin na Boga przysięgał, że kiedy go zamknięto ja siedziałem na biurku machając nogami i w związku z tym nie mogłem uczestniczyć w agresywnym zbiegowisku. Przyuczony do zeznań milicjant mówił zaś, że byłem bardzo agresywny, poznał mnie po jeansowej kurtce i okularach. Taka rzeczywistość PRLu. Na szczęście opozycyjny fundusz pokrył grzywnę.

W czasie, kiedy byłem na dołku, mój mały Fiat czekał na dziedzińcu komendy milicji. Panowie milicjanci zrobili mi małego psikusa. Jakimś rewelacyjnym klejem przyspawali śruby od jednego z tylnych kół. Nieświadom niczego dojechałem do Warszawy, ale kiedy później musiałem zmienić oponę skończyło się w warsztacie na rozwiercaniu śrub i wymianie bębna hamulcowego. Wściekła była na mnie Halina Mikołajska. Wielka aktorka została bez transportu powrotnego. Z całej przygody najcieplej wspominam ojca Wiśniewskiego. Światły i wyrozumiały człowiek.

Instagram