Moja żona Ola studiowała zaocznie polonistykę w Gdańsku. Pochodziła z katolickiej rodziny, która utrzymywała rozliczne kontakty towarzyskie – w tym zbliżone do opozycji. Tak trafiliśmy do Joanny i Andrzeja Gwiazdów. Przez nich poznaliśmy działaczy Wolnych Związków Zawodowych – Jacka Taylora, Alinę Pieńkowską i Annę Walentynowicz. Z Gwiazdami bardzo przyjemnie się gawędziło na temat wad realnego socjalizmu. Rozważaliśmy różne scenariusze rozwoju sytuacji w Polsce. Sierpnia jednak nie przewidzieliśmy. Ponieważ często przyjeżdżaliśmy z Warszawy, przywoziliśmy im nielegalne wydawnictwa. Dzięki szerokim kontaktom rodziny Oli wynaleźliśmy też dziuple do przechowywania przywiezionych materiałów.

W 1979 roku przed rocznicą Grudnia było jasne, że ubecja przeprowadzi prewencyjne aresztowania. Dlatego też zostało przygotowane i powielone jedno przemówienie, które miał wygłosić ktoś, komu uda się pozostać na wolności z zjawić przed bramą stoczni. Sztuka udała się Alinie Pieńkowskiej. Niestety, jej słaby głos nie porwał zgromadzonego tłumu. Szczęśliwie zjawił się Lech Wałęsa. On nie uznawał przemawiania z kartki. Palnął mowę i od razu porwał zgromadzonych. Reakcja na wystąpienie Wałęsy była entuzjastyczna. Ola wraz z Józkiem Śreniowskim odtworzyła z pamięci to przemówienie i oczywiście zostało ono wielokrotnie czytane w radiostacji Wolna Europa.

Jeszcze parę słów o przygotowaniach do manifestacji przed bramą stoczni. Jako współpracownik redakcji Robotnika podjąłem się zawieszenia wieńca i odpowiedniej szarfy. Na konspiracyjnym spotkaniu gdzieś przy ulicy Tamka w Warszawie pojawił się Bogdan Borusewicz. Jakoś krzywo na niego patrzyłem, a on koniecznie chciał wiedzieć jaki mam plan. Z duszą na ramieniu opowiedziałem mu, że mam zamiar kupić w Warszawie wieniec, a samochód z wieńcem w bagażniku zaparkować na noc pod bramą stoczni. Na szczęście Borusewicz nie okazał się ubekiem i plan się powiódł. Samochód spokojnie przestał noc koło bloków niedaleko stoczni, a ja przez milicyjny kordon przeszedłem tylko z szarfą za pazuchą. Wsiadłem do auta i pomalutku wjechałem w zgromadzony tłum. Kiedy wyjąłem wieniec jedyny raz w życiu poczułem euforię i jedność ze zgromadzonymi. Ludzie rozstępowali się przede mną. Spokojnie przymocowałem wieniec i rozwiesiłem kilkunastometrową szarfę z napisem w stylu „pomordowanym robotnikom zespół redakcyjny Robotnika”. Po manifestacji oczywiście zatrzymanie na miejscowej komendzie, ale co miałem zrobić – zrobiłem.

Gwiazdowie niechętnie patrzyli na wybijającego się Wałęsę. Długo z nimi rozmawialiśmy. Nie uważali, że Wałęsa jest podstawionym ubekiem, jednak widzieli realne niebezpieczeństwo, że ubecja może nim sterować wykorzystując jego nadęte jak balon ego. Jako łącznicy w Warszawą odbyliśmy nawet z Jackiem Kuroniem rozmowę w bezpiecznym mieszkaniu moich rodziców na temat Lech Wałęsy. Przekazaliśmy to, co sugerowali Gwiazdowie – przestać promować Wałęsę w radio Wolna Europa. Jacek Kuroń jednak nie widział innej osoby, która mogłaby porwać za sobą tłumy. Andrzej Gwiazda był za przeproszeniem inżynierem, zaś poczciwa pani Ania Walentynowicz do roli lidera zupełnie się nie nadawała. Wolna Europa nadal trąbiła na temat Wałęsy. I dobrze!

22 kwietnia 2015 dostałem z IPN kopie nowych dokumentów, wśród których były materiały dotyczące demonstracji przed bramą stoczni:

pdf  Protokoły przesłuchań po demonstracji w 1979 roku [24 MB]
pdf  Zatwierdzenie przeszukania po demonstracji [5 MB]
pdf  Przebieg demonstracji wg SB [8 MB]

Instagram